Papo,

Nie żal Ci, że nie mogłeś poganiać nas do roboty i załatwiać rzeczy, które normalnie nie byłyby do załatwienia?  Workcampowych nocy, które przemieniają się w poranki dzięki Aktorom, a już przede wszystkim – pizzy w każdy pierwszy i ostatni dzień? Brakuje Cię tu. I nie myśl sobie, że nie dajemy sobie rady! Choć postawiłeś nam poprzeczkę wysoko, nauczyłeś nas, jak dawać ludziom drugie szanse. Nawet, jeśli chcą wbić Ci nóż w plecy.

Wybiła północ. Za kilka godzin wybije dokładnie 5 lat, od momentu w którym Ktoś Tam Na Górze postanowił, że lepiej dla Ciebie będzie, jeśli znajdziesz się w zupełnie innym miejscu. Pamiętam każdą sekundę tamtego dnia. Czaszkę z chmur na granatowym niebie, gdy po północy kładłyśmy się spać, planując jak spędzimy Twoje urodziny, gdy już będziesz na rehabilitacji. Przeraźliwy krzyk Mamy i bolącą ciszę, której w czasie pierwszego dnia obozu nie ma nigdy. Przepraszający wzrok lekarzy, którzy nie potrafili przywrócić Ci krążenia i słowa pielęgniarek, że musiałeś być dobrym i świętym człowiekiem, bo kiedy leżałeś na oddziale, działy się małe cuda. Obiad w Łani i zamykające się za nami drzwi, ludzi na Wyspie, telefony, maile… Pewnie właśnie patrzysz na mnie z tym swoim pobłażliwym wzrokiem, którym raczyłeś nas zawsze, gdy ponosiła nas fantazja. Chciałabym, żeby to był tylko zły sen.

Tak, wiem – tak jest lepiej. On wie lepiej i to właśnie Jemu zaufałeś. Gdy ostatni raz byliśmy razem w Łagiewnikach, płakałeś jak mały chłopiec, który nie ma pojęcia, co jutro się z nim wydarzy. Ciągle jednak powtarzałeś, że ufasz. Ostatnio znalazłam maila, którego po Twojej drugiej operacji pisałam do Sióstr w Sanktuarium Miłosierdzia. Byłam tak pełna wiary, nadziei, miłości… Bo czy tak dobrego człowieka może spotkać coś tak złego? Może i nie byłeś idealny, ale czy ktokolwiek jest?

W Dzień Ojca zaraz po przebudzeniu, z radia wybrzmiały słowa jednej z Twoich ulubionych piosenek: „(…) Jak biec do końca, potem odpoczniesz. Potem odpoczniesz, cudne manowce.” I tak sobie myślę, czy Ty w ogóle odpoczywasz? Patrzysz na nas z tego pięknego zdjęcia wiszącego na Styczyńskiego 13B i co chwila sprawiasz, że czuć Twoją obecność. W kanapkach do pracy z majonezem i ketchupem; uśmiechach ludzi, którym pomogłeś; dzieciakach, które dzięki Tobie mają gdzie uciec. Zawsze powtarzałeś, że wyśpisz się po śmierci. Myślę, że odszedłeś zdecydowanie za szybko. Dlatego ciągle nie dajemy Ci odpocząć. A może Ty sam tego nie chcesz? Pamiętasz tę kartkę, którą napisałeś ostatkami sił w szpitalu Mamie? „Tam mogę dla Was więcej.” Chyba miałeś rację.

Zawsze, gdy któraś z nas opowiada o Tobie komuś, kto Cię nie znał, zastanawiam się, skąd miałeś tyle siły. Tyle siły, wiary, dobra. No i czy ja kiedykolwiek taka będę? Ponoć jestem do Ciebie bardzo podobna. Czasem obawiam się, że jednak niewystarczająco dobra. Kiedy jako nastolatka wpadłam w depresje, ciągle powtarzałeś mi, że jestem zdolna, że mam dar i nigdy się nie poddasz w walce o mnie. I tak sobie myślę… Może właśnie dlatego dziś to ja nie potrafię się poddać, gdy chodzi o miłość? Gdy wszyscy mówią, że powinnam olać i zacząć wszystko od nowa? Może i potem słyszę, że jestem naiwna i daję ludziom kolejną szansę, na którą nie zasługują. Jednak Twoja druga szansa sprawiła, że zostałeś Superbohaterem. Kiedyś napiszę o tym książkę, obiecuję.

Jest tyle rzeczy, o których chciałabym Ci opowiedzieć. Ludzi, których chciałabym Ci przedstawić. To z Tobą powinnam była iść na pierwszy mecz na Śląskim po otwarciu i to Ty powinieneś zaakceptować kogoś, kogo kocham. To z Tobą powinnam rozmawiać o 50 urodzinach Mamy, a wcześniej planować Twoją 60. To z Tobą powinnam była tańczyć na weselu Piotrka i od Ciebie usłyszeć, że dobrze zrobiłam, ratując samą siebie. To Ty miałeś mi pierwszy pokazać Norwegię, a ja zabrać właśnie Ciebie do Muzeum Abby. To Ty powinieneś powiedzieć, że jesteś dumny z miejsca, w którym jestem i ochrzanić, kiedy bierze mnie lenistwo i olewam Wyspę choć na chwilę.

Pamiętasz naszą ostatnią wspólną wizytę na Wyspie? Dałeś mi wtedy 8 lat na ogarnięcie się. Zostały mi już tylko 3. Obiecuję, że Cię nie zawiodę. Choć poprzeczkę ustawiłeś wysoko.

Dobrze, że byłeś.

Dobrze, że jesteś.

Kocham,

Twoja A.

PS Mam nadzieję, że codziennie rano mówisz nam swoje „POWODZENIA”.
PPS Dziękuję za to, że rodzina Sierotnik to nie tylko kilka osób. Dzięki Tobie, nawet w ten okrutny dzień nie będziemy same. Zajrzyj na nasze ognisko dla Ciebie. Zaśpiewamy o Aniołach i obozie!